Cztery dni w Pieninach

Moją drugą pasją poza psychologią są podróże, dlatego pozwoliłam sobie napisać artykuł o bardzo mnie inspirującym wyjeździe w Pieniny, chcę opisać to piękne miejsce oraz podzielić się swoimi wrażeniami.

Napisałam ten artykuł również dlatego, że gdy zajmowałam się organizacją wyjazdu miałam ogromy problem aby znaleźć praktyczne informacje dotyczące transportu i ogólnie organizacyjnych kwestii, dlatego stwierdziłam, że warto będzie napisać kilka praktycznych porad dla osób wybierających się w Pieniny:)

Pieniny to część Karpat, stanowią małe 35-cio kilometrowe samodzielne pasmo o szerokości do 6 kilometrów. Graniczą od południa z Magurą Spiską, a od północy z Gorcami i Beskidem Sądeckim.

Pieniny nie są wysokimi górami, najwyższy szczyt to Wysoka (1050 m n.p.m.), najczęściej odwiedzane szczyty to Okraglica (982 m n.p.m.) na Trzech Koronach oraz leżąca nieopodal Sokolica (747 m n.p.m.). Pieniny są piękne o każdej porze roku i dostępne niemalże dla każdego, można się tam wybrać nie mając nawet zbyt dobrej kondycji, ponieważ szlaki są łagodne często prowadzą przez lasy, nie są więc zbyt wymagające, to również cudowne miejsce na wypad z dziećmi, gdyż odległości nie są duże i można osiągać szczyty nawet z małymi dziećmi, można też wybrać Pieniny na babski wyjazd integracyjny jak właśnie my uczyniłyśmy.

Zdecydowałyśmy się na Pieniny ze względu na jej walory turystyczne, jest mnóstwo atrakcji, które można realizować będąc w grupie, w dalszej części artykułu je opisze, ale najpierw zajmę się stroną organizacyjną i napiszę kilka praktycznych wskazówek :)

Zdecydowałyśmy się na nocleg w Sromowcach Niżnych, jest to wieś u stóp Trzech Koron, graniczy ze Słowacją, granicę stanowi Dunajec, we wsi jest kładka przez którą można się wybrać na spacer lub przejażdżkę rowerową na Słowację. Ma bardzo rozbudowaną bazę turystyczną, my wybrałyśmy Schronisko Trzy Korony, położone u wylotu trasy na Okrąglicę i do Korścienka nad Dunajcem, całkiem miłe miejsce, choć obsługa kiepska. Krąży nawet robocza nazwa schroniska „U Gbura” myślę, że wtajemniczeni wiedzą skąd ta nazwa ;)

Ale aby dotrzeć do Sromowców trzeba się było pogimnastykować. Pociągi dojeżdżają do Nowego Targu, dalej trzeba skorzystać z komunikacji prywatnej. Planując wyjazd miałam duży problem z ustaleniem rozkładu jazdy, nie pomagał fakt, że Dworca Autobusowego w Nowym Targu już nie ma, został zlikwidowany. Na rok 2013 sprawa wygląda tak, że w miejscu dawnego dworca autobusowego budowana jest galeria, natomiast jest bardzo dobrze rozbudowana komunikacja prywatna, każdy kierunek podróży ma swój własny przystanek autobusowy, te przystanki są rozlokowane wokół Galerii Nowotarskiej, przystanki są właściwie wszędzie, z jej prawej strony, z jej lewej strony, z jej przodu oraz z tyłu galerii. Przystanek, z którego można dojechać do Sromowców Niżnych, jadąc przez Niedzicę i Sromowce Wyżne znajduje się na skrzyżowaniu Al. Tysiąclecia z ul. Krzywą (bus podjeżdża od ulicy Krzywej) , tuż przy fontannach. A więc od Dworca Kolejowego należy pójść w stronę ulicy Kolejowej, następnie skręcić w prawo i iść prosto (ul. Kolejowa przechodzi w al. Tysiąclecia) aż do skrzyżowania z ul. Krzywą.

 
mapka_lepsza

 

Przed dworcem kolejowym stoją taksówkarze, którzy oferują przewóz, w każde miejsce w Pieninach jednak jest on dużo droższy niż przejazd busem, czego oczywiście taksówkarze nie mówią, a wręcz przeciwnie zapewniają, że za busa zapłacimy tyle samo, przekonałam się osobiście, że nie jest to prawda.

Usługi transportowe na linii Nowy Targ< – >Sromowce Niżne prowadzi firma Sławek tutaj można znaleźć rozkład jazdy i więcej informacji: http://www.pieniny.turist.pl/katy6/  przejazd jest szybki i całkiem wygodny.

A więc docieramy do schroniska, zostawiamy rzeczy i ruszamy na spływ tratwą. Początek spływu jest w Sromowcach Wyżnych Kątach lub w Sromowcach Niżnych, dopłynąć można do Szczawnicy lub Krościenka nad Dunajcem – jeśli będzie odpowiednia liczba chętnych. My niestety nie miałyśmy szczęścia i dopłynęłyśmy tylko do Szczawnicy, flisacy dowieźli nas trochę dalej za Szczawnicę skąd spacerkiem poszłyśmy do Krościenka, dzięki temu zorientowałyśmy się jak niedaleko są te miejscowości od siebie. Spływ cudowny, spokojne wody, flisak zabawiający opowieściami i zagadkami, piękne widoki, można się było zrelaksować i oswoić z widokiem gór – polecam wszystkim. Flisacy mają swoją stronę internetowa, na której można znaleźć najświeższe informacje o spływie http://www.flisacy.com.pl/page,1

W Krościenku odwiedziłyśmy zdrój wody Maria, szczawa wodorowęglanowo-chlorkowo-wapniowo-sodowa woda niezbyt smaczna, trochę jakby gazowana, ale zdrowa, działa leczniczo przy nieżytach gardła i nosa, stanach zapalnych, astmie itp.

Poza zdrojem polecam spróbować tradycyjnych lodów „U Marysi” sprzedawanych na rynku w Krościenku (ul. Rynek 35) są przepyszne, mają prawdziwy smak jagód, truskawek, śmietanki, lodziarnia ma swoje stoiska również w Szczawnicy, Niedzicy, Sromowcach Niżnych a nawet w Krakowie na Karmelickiej.

Z Krościenka udałyśmy się żółtym szlakiem do Sromowców Niżnych trasa łagodna, trochę pod górkę, trochę w dół, my byłyśmy po nieprzespanej nocy w pociągu, więc było nam ciężko, poza tym było to nasze pierwsze podczas tego wyjazdu zetknięcie z trekingiem górskim. Spokojnym marszem dotarłyśmy do naszego schroniska w 2h. Myślę, że była to fajna rozgrzewka przed planami następnego dnia.

Drugiego dnia porwałyśmy się na Trzy Korony i Sokolicę. Pogoda z rana wydawała się nie rozpieszczać, ale właściwie zaraz po tym jak wyszłyśmy ze schroniska rozpogodziło się. Początkowo szłyśmy trasą, którą wracałyśmy dzień wcześniej z Krościenka aż dotarłyśmy do Przełęczy Szopka, tam należy skręcić w prawo, aby pójść na Okrąglicę, czyli punkt widokowy na Trzech Koronach, podejście na szczyt trochę męczące, ale dość szybkie, udało nam się to z w ok 2h, oczywiście byłyśmy grupą sześcioosobową, więc każdy szedł swoim tempem jedni mieli lepszą kondycję inni gorszą, jedni mieli większą motywację do zdobycia szczytu inni mniejszą, ale ostatecznie Okrąglica zdobyta a widoki z niej piękne, u stóp Sromowce Niżne i Dunajec, gdy spojrzymy w prawo zobaczymy Jezioro Czorsztyńskie, a po spojrzeniu w lewo Cerveny Klastor na Słowacji.

IMG_1492

Aby wejść na szczyt należy kupić bilet, normalny w 2013 roku 5zł, tego samego dnia można ten bilet wykorzystać również aby wejść na Sokolicę. Sam szczyt ma sztuczną metalową platformę widokową:

IMG_1481

dzięki której może na nim przebywać kilka osób w jednym czasie, jest tam dość duży ruch, my byłyśmy pod koniec sierpnia, czyli już praktycznie po sezonie, a i tak czekałyśmy na wejście na platformę ok 10 minut.

Po zejściu ze szczytu ruszyłyśmy w dalszą drogę na Sokolicę, trasa wiodła to w górę to w dół, po drodze minęłyśmy ruiny zamku Św. Kingi, jest tam ołtarzyk Świętej i właściwie kawałek muru zamkowego, który został wykonany z miejscowych skał wapiennych. Kolejną ciekawostką na trasie jest Sokola Perć, to szlak wiodący skalistą granią, jego inicjatorem był twórca Orlej Perci w Tatrach – ks. Walenty Gadowski. Niektóre fragmenty szlaku są eksponowane i zabezpieczone barierkami, można na nim podziwiać przepiękne krajobrazy i poczuć się trochę jak w Tatrach.

Na szczycie Sokolicy występują reliktowe ok 500letnie sosny, w tym jedna najczęściej fotografowana i znana z przewodników.

IMG_1554

Widok ze szczytu jest przepiękny na przełom Dunajca i Słowację.

Wprawdzie miałyśmy w planach wracać do Sromowców tą samą drogą, ale byłyśmy już trochę zmęczone, więc wybrałyśmy zejście w dół do przeprawy przez Dunajec (2zł od osoby) i dotarłyśmy do Szczawnicy, tam zakup pamiątek, lodów

u Marysieńki” i powrót do schroniska. Aby dotrzeć ze Szczawnicy do Sromowców trzeba było się trochę wysilić, wprawdzie jest mnóstwo busów wożących turystów na spływ, ale tylko do Sromowców Wyżnych, na szczęście w grupie siła i kierowca busa zaproponował nam, że za dopłata zawiezie nas do Niżnych. Busy w Szczawnicy ruszają z parkingu zaraz za potokiem Grajcarek. Kierowca okazał się miłym, wykształconym człowiekiem, który opowiadał jednej z naszych koleżanek o urokach życia w Pieninach, był bardzo uprzejmy i chciał nas podwieźć pod samo schronisko, ale my miałyśmy jeszcze plan aby się posilić, w Pizzerii Dunajec, która jest ulokowana tuż przy przystani flisackiej http://www.pizzadunajec.pl/ pizza przepyszna i z czystym sercem polecam, niedrogo, a smacznie, można tam zamówić dwie połówki z różnymi składnikami, więc dla dwóch osób wyśmienicie :)

Kolejny dzień to rowerowa wyprawa na Słowację, zaplanowałyśmy podróż przez Leśnicę do Leśnickiego Sedla i powrót przez Velky Lipnik, Haligovce i Cerveny Klastor. Rowery można wypożyczyć w wielu miejscach w Pieninach, my wzięłyśmy te ze Schroniska Trzy Korony, ale równie dobre są w wypożyczalni poniżej schroniska a na pewno są tańsze.

A więc ruszamy rowerami, przeprawiamy się przez kładkę i już jesteśmy na Słowacji,

jedziemy Drogą Pienińską w stronę Szczawnicy, jest to szutrowa trasa pieszo-rowerowa, wiedzie wzdłuż Dunajca. Widoki piękne, po dłuższej jeździe docieramy do skrzyżowania z drogą asfaltową wiodącą do Leśnicy, tam skręcamy w prawo, zaraz po skręcie po lewej stronie widzimy piękne pionowe urwisko o wdzięcznej nazwie Vylizana. Dalej, również po lewej stronie mijamy Chatę Pieniny schronisko noszące miano hotelu, gdzie można się zatrzymać napić słowackiego piwa i zjeść obiad. My pojechałyśmy dalej w poszukiwaniu karczmy „U Górala” która była nam polecana. Właściwie od początku skrętu w asfaltową drogę do Leśnicy jedzie się lekko pod górkę, jest to trudno zauważalne wzrokowo, ale fizycznie bardzo, jedzie się powoli, ociężale. Przerwa „U Górala” zrobiła nam bardzo dobrze, zamówiłyśmy, jedyną rzecz którą kelnerka chciała nam zaserwować – smażony Syr z frytkami i wypiłyśmy słowackie piwo Kier – moim zdaniem zbyt gorzkie, więc poprosiłam o sok, wtedy było smaczne, Syr też był całkiem smaczny, ale oburzył mnie fakt, że kelnerka nie chcąc się męczyć z turystami z polski, zaproponowała nam jedyne możliwe danie do zamówienia :/

IMG_1669

Po posiłku ruszyłyśmy dalej w stronę Leśnickiego Sedla (warto tu zaznaczyć, że trasa pomimo że asfaltowa była dość trudna, szczyt ma 710 m n.p.m. czyli prawie tak wysoki jak zdobywana dzień wcześniej Sokolica), trasa z coraz bardziej zaznaczonym wzniosem, coraz bardziej pod górkę, na zmianę to podjeżdżałyśmy, to prowadziłyśmy rower, bo było naprawdę męcząco, mniej więcej w połowie drogi na szczyt Leśnickiego sedla trzy z nas stwierdziły, że już mają dość i wracają, wróciły więc tą samą trasą, którą przyjechałyśmy i miały przyjemną jazdę w dół, pozostałe trzy z nas wybrały trasę pod górkę, gdy już zdobyłyśmy szczyt stwierdziłyśmy, że było warto, widoki piękne na łąki i pola oraz małe wzniosy,

IMG_1676

W dole widać było Velky Lipnik do którego dotarłyśmy w ciągu pięciu minut szybkiego zjazdu, mijając po drodze ludzi wjeżdżających pod górkę, jakaż to była radość, że my już w dół :)

właściwie cała trasa do Cervenego Klastoru była już lekko w dół, więc można było spokojnie delektować się widokami, bez ponoszenia zbyt dużego wysiłku fizycznego, było tylko lekko zimno, gdyż prędkości osiągałyśmy duże (niestety rowery z wypożyczalni nie są wyposażone w licznik, więc nie wiemy jakie to prędkości). Z dziewczynami, które zawróciły spotkałyśmy się pod dziedzińcem Cervonego Klastoru, nie zdecydowałyśmy się jednak na zwiedzanie go. Dzień był i tak pełen wrażeń, wróciłyśmy do schroniska, oddałyśmy rowery i zrelaksowałyśmy się, jedna z nas musiała tego dnia wracać do domu :(

Ostatni dzień w Pieninach już w piątkę spędziłyśmy na luźnym zwiedzaniu okolic, najpierw odwiedziłyśmy Pawilon Pienińskiego Parku Narodowego, wejście za darmo, można tam zobaczyć roślinność oraz zwierzęta zamieszkujące teren parku,

a także ekspozycję etnograficzna przedstawiającą dawne życie miejscowej ludności, jest tu też sklep z pamiątkami :) W Sromowcach Niżnych jest również drewniany kościół z 1513 roku, w którym przewodnik opowiada o dziejach kościoła, my trafiłyśmy na bardzo miłą Panią, która z wielkim zaangażowaniem opowiadała o zmianach które nastąpiły na przełomie dziejów w tym kościele, niestety musiałyśmy wyjść przed zakończeniem opowieści, ponieważ nie chciałyśmy spóźnić się na autobus do Niedzicy, dlatego warto pamiętać o tej przemiłej Pani i zarezerwować sobie trochę więcej czasu na wizytę w zabytkowym kościele.

Niedzica, jest mocno rozbudowana pod względem turystycznym, jest tu kilka restauracji i pełno kramów z pamiątkami i oscypkami. My zjadłyśmy bardzo smaczne posiłki w Karczmie Hajduk http://www.karczmahajduk.pl/ ceny przystępne, szczególnie polecam placek po kasztelańsku i kotlet schabowy z jajkiem sadzonym – niestety nie pamiętam nazwy – można się najeść do syta, i popić pysznym miodem pitnym. Zamek w Niedzicy zwiedziłyśmy dość szybko, gdyż było dużo ludzi, my z plecakami, więc nie było zbyt komfortowo, z tarasu widokowego na zamku jest piękny widok na tamę i Zalew Czorsztyński.

IMG_1702

Nieopodal zamku jest zapora, na której przyciąga malowidło „Moc Żywiołów” trójwymiarowy obraz pokazujący wnętrze zapory w trakcie pracy, jest to świetne miejsce na zrobienie pamiątkowego zdjęcia.

Z Niedzicy pojechałyśmy do Nowego Targu, spędziłyśmy trochę czasu w Galerii Nowotarskiej robiąc zakupy i popijając pyszną kawę i herbatę, odwiedziłyśmy również kawiarnię „Deja Vu” przy ulicy Długiej 64, kawiarnia jest zlokalizowana niedaleko (ok 5min na piechotę) od Galerii Nowotarskiej, desery są tam przepyszne, ja zamówiłam lekki deser jogurtowy z malinami – wszystko świeże i smaczne – niebo w gębie :) http://www.dejavue.pl/dluga/desery.php

 

Cały wyjazd był niezwykle inspirujący zarówno pod względem krajoznawczym jak i kulinarnym, spróbowałam rzeczy, których do tej pory nigdy nie jadłam, zobaczyłam miejsca, których wcześniej nie widziałam, ale przede wszystkim przebywałam z ludźmi, z kobietami, z którymi już dawno nie spędziłam tyle czasu i to właśnie było dla mnie najbardziej inspirujące. Odkryłam, że w kobietach jest duża moc, zwłaszcza gdy są razem. Było nas sześć kobiet, każda inna, każda ze swoim własnym podejściem do świata, do ludzi, każda mająca swoją własną historię, każda wyjątkowa.

Razem udało nam się stworzyć zgrany zespół, który spędził czas aktywnie i z duża dawką humoru, nie było narzekania, marudzenia na świat, cieszyłyśmy się tym co tu i teraz, że jest pięknie, pogoda dopisuje i że jesteśmy razem.

Była z nami kozica która wręcz biegała po górach bo chodzenie było zbyt nudne, miała świetną kondycję, robiła nam zdjęcia z góry czekając aż się doczłapiemy :)

Towarzyszyła nam kobieta, matka dzieciom, która wolałaby góry podziwiać z dołu, ale dla dotrzymania nam towarzystwa postanowiła brnąć do celu jakim było zdobycie szczytów – brawa dla niej za to że zdobyła dwa szczyty jednego dnia :)

Była z nami też młoda dziewczyna, ciekawa świata, ciekawa ludzi, wytrwała. Kobieta, ze wspaniałym gustem – mogłaby być stylistką gwiazd, a która przez to że była najmłodsza miała predyspozycje do stania się kozłem ofiarnym, ale okazała się bardzo silna i asertywna i nie dała się wrzucić w tę niezbyt przyjemną rolę grupową :)

Była też z nami kobieta oczytana, wykształcona, cytująca Tischnera, kobieta kochająca życie, silna a zarazem romantyczna, zabawiała nas opowieściami o swoich spacerach po górach i swoim życiu, jak twierdzi wyjazd był jej bardzo potrzebny, dzięki niemu naładowała akumulatory i liczy, że do wiosny wystarczy :)

Była też z nami kobieta podróżniczka, która w niejednym miejscu na świecie już była, a mimo to potrafiła docenić piękno Pienin, kobieta opiekuńcza i wyrozumiała, dbająca o dobry nastrój wśród nas :)

Wszystkim Wam dziewczyny bardzo dziękuje za wspólny wyjazd, za to, że towarzyszyłyście mi w nabieraniu dystansu do wielu spraw, w zrozumieniu trochę bardziej ludzi, w poznaniu małego zakątka świata i spróbowaniu kilku pysznych potraw :)

IMG_1395

 

 

3 Thoughts on “Cztery dni w Pieninach

  1. swietne dziewczyny

  2. Fajna strona, nawet ciekawy wpis, dodam se do ulubionych niech strace :)

  3. Aldona on 9 lutego 2014 at 19:12 said:

    Mega pomysł na wyjazd :)

Post Navigation