Jak zaczęła się moja przygoda z warsztatem „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły”

Zaczęło się od tego, że zawsze lubiłam dzieci, rozumiałam je. Gdy szłam do kogoś na spotkanie, dużo czasu spędzałam z dziećmi gospodarzy, rozmawiałam, bawiłam się z nimi.

W pewnym momencie doszłam do wniosku, że opieka nad dziećmi to dla mnie dobra praca. Codzienne spacery, zabawy, przyglądanie się jak dziecko się rozwija, zmienia, nabiera nowych umiejętności.

Zaczęłam pracę jako opiekunka. Zajmowałam się głównie dziećmi od niemowlaka do 3 r.ż. czyli do momentu pójścia dziecka do przedszkola. Zajmowałam się dziećmi przez wszystkie lata studiów.

W międzyczasie, w jednej z rodzin dostałam od mamy dziecka książkę „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły” zachwyciłam się nią, byłam pod wrażeniem nowego dla mnie sposobu komunikacji. Jednak muszę przyznać, że wdrażanie nowej wiedzy w życie nie przyszło mi zbyt łatwo. Wydaje mi się, że po lekturze zaczęłam odczuwać nadmierne poczucie winy, nie akceptowałam tego, że mogę czasem odczuwać złość, rozdrażnienie, znudzenie, bo przecież to może szkodzić dziecku. Zaczęłam bardzo zwracać uwagę na przeżycia wewnętrzne dziecka, zupełnie ignorując siebie, swoje potrzeby, uczucia, swoją przestrzeń. To był trudny czas – ciągłe poczucie winy, że robię coś niewystarczająco dobrze, że za mało uwagi poświęcam dziecku, że nie wiem jak zareagować. Dążenie do perfekcji, którą trudno jest osiągnąć nie rezygnując z siebie. Tak naprawdę, nie zrozumiałam we właściwy sposób treści zawartych w książce, po przeczytaniu jej zareagowałam z pozycji zranionego dziecka, a nie osoby dorosłej.

Na szczęście studia wymagały ode mnie różnych aktywności, min. podjęcia 100h stażu. Zdecydowałam się na bardzo polecaną przez wszystkich Fundację Sto Pociech, gdzie pomagałam przy prowadzeniu zajęć dla dzieci, zarówno małych jak i starszych. Przyglądałam się tam pracy osób bardziej doświadczonych ode mnie, wiedziałam, że kierują się podejściem Wychowania Bez Porażek oraz Montessori, byłam pełna podziwu ich pracy, podejścia i umiejętności dogadania się z dzieckiem, zwłaszcza w trudnych sytuacjach, których przecież nie brakuje. Uczyłam się, nabywałam doświadczenia.

Przyszedł moment, że zechciałam czegoś więcej, chciałam się dowiedzieć jak wspierać rodziców w trudnym zadaniu, jakim jest wychowanie. Chciałam się dowiedzieć jak uzyskać balans pomiędzy zaangażowaniem w dziecko a swoim życiem.

Poprosiłam więc w znanej mi już Fundacji Sto Pociech o przyjęcie mnie na staż w sekcji wspierania rodziców, otrzymałam zgodę i zaczęłam zgłębiać tajniki pracy z rodzicami. Zajmowałam się korespondencją z klientami, zapisami na warsztaty, ale przede wszystkim miałam możliwość uczestniczyć w warsztatach prowadzonych w Fundacji. Najpierw jako obserwator, potem mogłam prowadzić pewne ćwiczenia. Był to dla mnie ważny czas i dużo się nauczyłam, znów przyglądałam się pracy bardziej doświadczonych ode mnie koleżanek i kolegów, zaczęłam też bardziej rozumieć rodziców, ich obawy, troski i starania. Wiem, że to doświadczenie było mi potrzebne.

Przełomowym wydarzeniem było dla mnie odbycie szkolenia w Ośrodku Rozwoju Edukacji (ORE), polecono mi je w Fundacji. Szkolenie prowadziła Joanna Sakowska – wybitny psycholog, mocno zanurzona w teorii „Jak mówić…, jak słuchać,…”. Podczas szkolenia zrozumiałam o co chodzi w szukaniu balansu pomiędzy sobą a dzieckiem, zrozumiałam też, że to właśnie ta równowaga jest najbardziej sprzyjająca dla prawidłowego rozwoju relacji między rodzicem/opiekunem a dzieckiem. Oraz dla prawidłowego rozwoju dziecka.

W Fundacji uczestniczyłam w dwóch pełnych cyklach szkolenia „Jak mówić,… jak słuchać,…”. W ORE uczestniczyłam w tym szkoleniu raz.

Przyszedł taki moment, kiedy uznałam, że wiem już jak prowadzić ten warsztat, rozumiem założenia, stosuję je w swoim życiu, mam większy dystans do wielu spraw i potrafię zrozumieć trudności i troski rodziców. Jestem więc gotowa do pracy z rodzicami. Pierwszy warsztat poprowadziłam razem z Natalią Nowina-Witkowską, psychologiem z dużym doświadczeniem, razem przechodziłyśmy przez wszystkie etapy scenariusza, dyskutowałyśmy po warsztacie, planowałyśmy następne spotkanie. Myślę, że nasza wspólna praca była owocna, uczestniczki były zadowolone, zrealizowały swoje oczekiwania, o których wspominały na pierwszym spotkaniu.

Drugi cykl warsztatowy zrealizowałam sama, bywało to trudne zadanie, gdyż są takie sytuacje podczas warsztatu, kiedy naprawdę przydaje się drugi trener, jednak uważam, że sobie dobrze poradziłam. Uczestnicy również byli zadowoleni z udziału w warsztacie, głębokie przemyślenia, uzyskiwanie pewności co do słuszności swoich działań, radość, śmiech, intensywna praca, to cechy, które charakteryzowały nasze spotkania.

Na przełomie tych kilku lat, kiedy szlifowałam swoje umiejętności w zakresie teorii wychowania bez porażek, przeprowadziłam kilka warsztatów dla nauczycieli, których wspierałam w ich działaniach i dążeniach wychowawczych oczywiście również w duchu tej teorii.

Obecnie wspieram również wolontariuszy w ich pracy z dziećmi.

Poza byciem psychologiem i trenerką jestem również po prostu ciocią. Wiktoria, Fabian, Gabryś, Julia i Zuzanna to kochane perełki w naszej rodzinie. W kontaktach z nimi staram się rozmawiać w duchu podejścia „Jak mówić,…jak słuchać,..” przychodzi mi to już automatycznie, nie muszę się zastanawiać, co powiedzieć i jak powinnam to powiedzieć. Zgłębienie teorii sprawiło, że przyjęłam już pewną postawę i uznałam ją jako wartość. Postawę, w której ważne są dwie osoby, ja i dziecko. Ja jestem tą dorosłą, dziecko jest po prostu dzieckiem. Na mnie spoczywa odpowiedzialność za relację, na mnie spoczywa odpowiedzialność za to aby dziecko miało dobre warunki do wzrostu i do rozwoju, na mnie spoczywa również odpowiedzialność za to aby dziecko mnie szanowało, tak jak ja je szanuję. Uważam, że ta postawa się sprawdza, mogę się pochwalić dobrą relacją z dzieckiem mojej siostry i dziećmi moich braci. To była długa droga do przyjęcia tej postawy, nie da się jej nabyć w ciągu pięciu minut. Trzeba jednak, w pewnym momencie zacząć aby kiedyś do niej dojść. Zachęcam Was wszystkich, którzy się zastanawiacie czy warto zapisać się na ten warsztat, na pewno warto. Książka, jest wstępem, wprowadzeniem w założenia. Dopiero udział w warsztacie, aktywne ćwiczenie nowych umiejętności, wczuwanie się w to co może poczuć dziecko, przyglądanie różnym reakcjom i temu jak ja się z tym czuje pomaga nabyć odpowiednią postawę wobec innych osób, nie tylko dzieci, ale również dorosłych. Zapraszam Was bardzo serdecznie do zapisów na warsztat prowadzony przeze mnie lub przez innych specjalistów w tej dziedzinie. Naprawdę warto!

Post Navigation