Miałam piękny poród – moja opowieść porodowa

baby-1681181_1920

Miałam piękny poród. Jak często słyszysz taki tekst od znajomej lub kogoś z rodziny, komu właśnie urodziło się dziecko?

Ja rzadko. W rodzinie słyszałam doświadczenia silnych kobiet, rodzących bez znieczulenia i dobrze radzących sobie z sytuacją porodu, jednak poza rodziną najczęściej słyszałam o tym jakie to straszne przeżycie, bolesne, przedłużające się tortury, które trzeba przetrwać. Lub bardzo nagłe. Ekstremalnie intensywna akcja, która trwa tylko pół godziny.

Zanim zaszłam w ciążę planowałam, że podczas porodu skorzystam ze znieczulenia bo jestem osobą wrażliwą i bałam się bólu, obawiałam się też tego że trudno jest sobie to zaplanować, poukładać, że jest to siła, która przychodzi i nie pyta o zgodę. Kiedy więc zaszłam w ciążę postanowiłam poznać temat dogłębnie, aby mieć przynajmniej namiastkę kontroli i to była moja droga do pięknego porodu :)

Zgłębiając poród dowiedziałam się, że ból jest jego bardzo istotnym elementem. Sprawia, że

koncentrujemy się na swoim ciele i na procesach, które w nim zachodzą, motywuje umysł do współpracy z ciałem, do przyjęcia najwygodniejszej pozycji. Daje znać kiedy dziecko jest gotowe wyjść na drugą stronę brzucha.

Zrezygnowałam więc z planów o znieczuleniu. Nauczyłam się czym są fazy porodu, jaka jest ich charakterystyka, co warto wtedy robić a czego nie. Poznałam sygnały płynące od ciała, dowiedziałam się jakie są procedury szpitalne przy każdej fazie, a jak dla porównania wygląda to, gdy poród dzieje się naturalnie. Jest duży rozdźwięk pomiędzy tymi dwoma. Wiedziałam, że chcę rodzić naturalnie: siłami i drogami natury. To oznacza, że nie chciałam pomocy sztucznej oksytocyny, przebijania pęcherza ani znieczulenia. Chciałam aby moje dziecko wystartowało na tym świecie zupełnie naturalnie.

Chcę opisać trzy aspekty tego doświadczenia: odczucia z ciała, relacja z najbliższymi i relacja z personelem.

Ciało:

Dwa tygodnie przed porodem dostałam pierwszych skurczy przepowiadających. Były bardzo intensywne, bolesne – przestraszyłam się ich i pomyślałam sobie, że nie dam rady tego znieść. Jednak skurcze minęły i wróciłam do trybu oczekiwania. W następnych dniach skurcze przychodziły i odchodziły – przyzwyczaiłam się do nich i ból przestał być przerażający, stał się częścią dnia, codziennością, czymś naturalnym. Dodam, że wiedziałam doskonale jak rozpoznać czy są to skurcze przepowiadające czy porodowe – przepowiadające nie utrzymują się zbyt długo i są nieregularne. W przeddzień porodu skurcze pojawiły się z rana, miałam wtedy zajęcia na studiach podyplomowych, więc zakładając, że to przepowiadacze poszłam na zajęcia. Mąż poszedł ze mną, pamiętam że szliśmy rozmawiając i gdy dostawałam skurczy przystawałam, wtulałam się w niego a następnie gdy skurcze mijały szliśmy dalej rozmawiając – tak bardzo nam te skurcze spowszedniały. Spodziewałam się, że skurcze minął gdy znajdę się na uczelni, tak się jednak nie stało. Siedziałam na zajęciach i obserwowałam, że skurcze są coraz częstsze i coraz dłuższe, postanowiłam wracać do domu. Razem z mężem zaszliśmy jeszcze na lody i na małe zakupy. W domu skurcze nadal się intensyfikowały. Ważne było dla mnie aby jak najwięcej czasu pierwszej fazy porodu spędzić w domu, w miejscu spokojnym i bezpiecznym, wiedziałam, że wszystko przebiega prawidłowo i chciałam spędzić ten czas bezstresowo. Tak też było, wspominam ten czas jako przyjemny, wiedzieliśmy już, że się zaczęło, byliśmy skupieni na skurczach na organizacji dojazdu. Dużo wcześniej zaplanowaliśmy, że kiedy się zacznie nie będziemy informować rodziny, chcieliśmy być 100% obecni w akcji porodowej, bez rozpraszania się sms-ami i telefonami. Tak też zrobiliśmy – to dało nam spokój i możliwość obserwacji każdej chwili.

Kiedy skurcze były już co dwie minuty zdecydowaliśmy, że jedziemy do szpitala. Pierwszy szpital nie miał wolnych miejsc, pojechaliśmy więc do drugiego przez nas wybranego. W szpitalu wszystko działo się bardzo szybko, odeszły wody, rozwarcie ciągle się powiększało, pamiętam, że spodziewałam się że skoro to pierwsze dziecko to będzie bardzo powolnie, czekałam na kryzys siódmego centymetra, który się nie pojawił. Cały czas byłam zmotywowana do porodu. Nie zgodziłam się na wenflon, dzięki czemu nic mnie nie rozpraszało. Kiedy miałam już pełne rozwarcie zaczęła się druga faza porodu, która trwała długo, bo trochę ponad dwie godziny, okazało się, że dziecko nie było pewne czy chce wychodzić, a ja być może nie do końca chciałam je wypuścić z siebie. Na tym etapie niestety personel szpitala bardzo zaburzył mi naturalne odczucia porodowe, motywując do niewygodnych pozycji – możliwe, że właśnie przez to ta faza trwała tak długo. Ostatecznie urodziłam stojąc i była to pozycja, w której od początku czułam się najwygodniej. Po ponad dwóch godzinach przy wsparciu męża oraz przy współpracy z położnymi dzieciątko urodziło się zupełnie naturalnie, tak jak chciałam. Pamiętam niesamowite ciepełko bijące od niego oraz zalanie falą miłości, i mój pierwszy wydany okrzyk „synku” – przepiękne uczucie. Leżeliśmy sobie potem dwie godziny wtuleni w siebie, w tamtej chwili przepełniało mnie ogromne szczęście. Byłam też niesamowicie dumna ze swojego ciała, które dało radę, przepięknie współpracowało.

Relacja:

Dobrze jest mieć mądrego, kochającego, zaangażowanego i bliskościowego męża, nie tylko podczas porodu, ale zawsze – ja takiego mam. Poród był dla nas obojga ważnym wydarzeniem. Przygotowywaliśmy się do niego, dyskutowaliśmy o różnych rozwiązaniach, przewidywaliśmy moje zachowanie i męża reakcje na nie. Dla mnie obecność i wsparcie męża było podstawą mojego poczucia bezpieczeństwa. W tych kilku godzinach porodu miałam wrażenie, że ja i on stanowimy jedno, mamy wspólny cel, wspólny pogląd na sytuację. Mąż był moją „prawą ręką” natychmiast reagował na moje potrzeby. Na przykład, w pewnym momencie ja stałam pełna skurczów a do sali porodowej wpadł lekarz aby mnie zbadać, nie raczył zamknąć drzwi, ja tylko krzyknęłam „drzwi”, mąż wiedział o co chodzi, po prostu je zamknął, niby prosta rzecz, ale gdybym była sama, musiałabym liczyć na łaskę lub niełaskę personelu. Obecność męża dała mi też więcej siły do tego aby walczyć o uszanowanie moich potrzeb i mojej wizji porodu, wiedziałam, że nie jestem tam sama, że jest ktoś, kto uważa tak jak ja.

Myślę, że aby mieć taką satysfakcję ze wspólnie przeżywanego porodu potrzebne jest stu procentowe zaangażowanie w to wydarzenie. Ja wiedziałam, że mogę liczyć na jego pomoc i wyrozumiałość, on był maksymalnie skupiony na tym aby być pomocnym.

Personel:

To niestety najmniej przyjemny obszar. Pomimo porodu w topowym, dobrze ocenionym na portalu gdzierodzić szpitalu, nie wszystko było ok. Uważam, że personelowi szpitali brak podstawowego zrozumienia dla człowieka i umiejętności dopasowania się do konkretnej osoby. Każda kobieta jest inna, jedna chce maksymalnie rozumieć to co się z nią dzieje i mieć na to wpływ, inna chce aby całą odpowiedzialność za przebieg porodu przejął personel. Uważam, że położne powinny potrafić dostosować się do zapotrzebowania pacjentki. Jednak z mojej obserwacji wynika, że położne oczekują od rodzącej tego drugiego podejścia i w momencie kiedy ja chciałam rodzić po swojemu i zgodnie z tym co podpowiada mi ciało, położne nie potrafiły się w tym odnaleźć.

Ja posiadałam wiedzę, byłam przygotowana na poród i jasno/otwarcie komunikowałam swoje potrzeby/oczekiwania. A położne były skupione na doprowadzeniu mnie do tego abym posłusznie stosowała się do ich wyuczonych i sztywnych procedur.

Poród to sytuacja dość niecodzienna, dla rodziny jest to szok, pojawiają się skrajne emocje, personel powinien być na to przygotowany, umieć tym zarządzać, niestety tak nie jest. Nieudaczne próby zarządzania emocjami pacjentek, najczęściej ograniczają się do zastraszania ich mało przemyślanymi i nie obsadzonymi w rzeczywistości tekstami.

Zderzenie z takim podejściem do mnie, było dla mnie dużym szokiem i sprawiło, że nie czułam zaufania do osób przyjmujących poród. To z kolei wydłużyło drugą fazę porodu, nie chciałam dziecka oddać. Wiem, że i tak miałam szczęście, bo w wielu szpitalach jest jeszcze gorzej. Dlatego postanowiłam, że kontakty z personelem nie przysłonią mi cudu porodu.

Mój poród sprawił, że czuję się silniejsza niż kiedyś, bardzo doceniam swoje ciało. Doceniam też siebie za umiejętność trzymania swoich standardów pomimo braku wsparcia ze strony „specjalistów” – zawalczyłam o to aby mój synek przyszedł na ten świat zupełnie naturalnie. Ogromnie doceniam męża za zaangażowanie i wsparcie. To było piękne wydarzenie.

Podsumowując, moje sposoby na udany poród to:

– wiedza, oparta na obserwacjach naukowych i jednoczesna rezygnacja z wiary w wizję porodu przedstawianą w filmach, serialach i powielaną przez mało orientujące się w temacie osoby

– zaufanie do własnego ciała i do natury, która wie co robi

– 100% zaangażowania w to co się wydarza

– dobra relacja z partnerem, wspólna wizja porodu i przegadanie tej wizji (oczekiwań, reakcji, tego czego się obawiamy)

– znajomość swoich praw, tak aby móc konsekwentnie oczekiwać uwzględnienia tych praw przez personel szpitala

Jeśli mój tekst sprawił, że też masz chęć na piękny poród, polecam Ci dwie książki, które pięknie przedstawiają porody, można dzięki nim zrozumieć i okiełznać poród, a przede wszystkim przestać się go bać. Są to:

„Urodzić razem i naturalnie” autorstwa Ireny Chołuj

oraz „Poród naturalny” autorstwa Iny May Gaskin.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Post Navigation